Wszystkie zdjęcia zamieszczone na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich kopiowanie i wykorzystywanie bez mojej zgody - Ustawa z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Jeżeli jakieś zdjęcie nie jest moją własnością, jest to wyraźnie zaznaczone w tekście i zostaje podany link do właściciela zdjęcia. Nie kradnij Szanuj pracę innych
Tagi
poniedziałek, 15 października 2012
urodziny Młodszego :)

A byłabym zapomniała, taki oto tort w ogólnie dostępnych środków wymontowałąm synowi na urodziny w tym roku, podpatrzony w internecie i zrobiony własnoręcznie. Przepis na biszkopt rzucany miałam z blogu Moje Wypieki , był to przepis na tort brzoskwiniowy, super wyszły tylko ja piekłam 20 minut a nie 40 jak w oryginalnym przepisie, ale upiekły się pięknie :) I naprawdę trzeba nim rzucić - jest super, bez zakalca, nie opada i super smakuje :)

A pomysł z youtube :)

a tak wyglądał mój tort:

tort pirat dla maciusia

tort przygotowałam dzień wcześniej i na zdjęciu widać, jak mi na bluzce pirata żelki wyssały wilgoć z masy :) szczerze mówiąc największy problem to był ze skompletowaniem wszystkich pomniejszych elementów, bo żelki owszem, w sklepie są ale małe najczęściej i nigdzie nie dostałam żelka na kolczyk pirata i na usta w czerwonym kolorze :( ale poradziłam sobie jak widać inaczej i też dobrze wyszło :) Masy kupiłam gotowe różnych firm, czekoladową, adwocat, śmietanka i wanilia. Tort przełożony masą śmietankową i nadziany brzoskwiniami z puszki, jako że to ulubione owoce solenizanta są jedyne :D Wszystko spoko ale najwięcej nerwów zjadł mi nos, który długo modelowałam a na koniec ręką przyplaszczyłam i musiałam operację plastyczną piratowi zrobić :D A na koniec zgubiłam aparat fotograficzny, którym robiłam to zdjęcie i po pół godzinie płaczów, nerwów i krzyków odnalazł się w kieszonce fartucha kuchennego, co było chyba cudem, bo ja już myślałam, że w ferworze porządków po pieczeniu po prostu go wyrzuciłam z innymi śmieciami do kosza albo, że ktoś go ukradł :P Mąż stwierdził, że on od razu wiedział, że ja jestem główną podejrzaną bo miałam go ostatnia w ręku, hahaha. Ostatnio coś mi już chyba na oczy i mózg pada, bo wiecznie coś chowam a potem szukam i wszyscy oczywiście są winni, tylko nie ja :D No i to tyle. A propo tortów, drugi syn chce cripera z maincrafta, cokolwiek to jest, to nie wiem co to jest ale będzie trzeba to upiec i to już niedługo :D

niedziela, 05 grudnia 2010
Ciasto drożdżowe - Świnki drożdżynki :)

bułki świnki

Zdjęcie niezapiękne , ale jest już ciemno i lepszego nie zrobię bo bułki już prawie zjedzone :)

Bułki to nic szczególnego, ciasto drożdżowe nadziewane marmoladą. Najważniejszy jest śmieszny wygląd :) Do ich zrobienia potrzeba tylko dwie szklanki; dużą, małą i kieliszek, w celu wycinania kółek różnej wielkości. Na głowę dwa duże kółka - w środek dżemik, na uszy małe kółko rozcięte na ćwiartki - dajemy po dwie ćwiartki na głowę, i na ryjek małe kółeczko dziabnięte w dwóch miejscach czubkiem noża -  dziurki w ryjku.No i oczka - wbijamy dwa goździki, trochę wyłażą ale po upieczeniu dobrze siedzą :D Uszki i ryjek przyklejam mlekiem, i mlekiem też smaruję bułki, żeby były rumiane po upieczeniu. Jak ktoś woli bardziej błyszczące to można smarować żółtkiem z odrobiną mleka. Piekę około 10-12minut w piekarniku nagrzanym chyba do 180 stopni. Piszę chyba, bo mam coś zepsuty piekarnik i czasem nie wiem ile pali :D

Tu daję przepis na ciasto drożdżowe jakie ja robię przy pieczeniu wszelkich słodkich bułek, chałek, buł na parze i placuchów z owocami. Zawsze ten sam bo po co kombinować i utrudniac sobie życie?

Ciasto drożdżowe

1/2 kg mąki tortowej

1/2 kostki drożdży

szklanka bardzo ciepłego mleka

dwa jajka (od biedy jedno też ujdzie)

1/3 szklanki oleju

1/3 szklanki cukru (jak ktoś lubi słodkie to może dać 1/2 szkl.)

szczypta soli

aromat jaki się chce lub cukier wanilinowy (niekonieczne)

 

Wsypuję mąkę do miski. Robię sobie w tej mące dołek. Do kubka daję drożdże i łyżeczkę cukru, zalewam mlekiem i mieszam, aż się rozpuszczą drożdże. Wlewam je do miski z mąką. Tym samym kubkiem odmierzam olej i wlewam do miski, potem wbijam dwa jajka, wsypuję cukier, szczyptę soli i jak mam akurat w domu to jeszcze troszkę cukru wanilinowego. Teraz mieszam wszystko nożem i w razie potrzeby dosypuję po trochę mąki. Dosypuję prawie zawsze bo nie lubię rzadkiego ciasta drożdżowego, które klei się do rąk i ciągnie jak guma :D Moje ciasto musi być miękką kulą i absolutnie nie klejącą. Chwilkę zagniatam wszystko ręką, ale tak naprawdę chwilkę, tylko by się wszystko połączyło ładnie. Żadne tam ubijanie czy ugniatanie przez pół godziny. Chwila i już :) Obsypuję kulę mąką i przykrywam miskę czystą ściereczką. Ciasto rośnie conajmniej pół godziny do godziny, im mu cieplej tym rośnie szybciej. A potem już nic, tylko robić co się komu podoba :D Ciasto, bułki czy inne paści słodkie :)

Noooo alem się rozpisała :) Smacznego a innym razem napiszę o bułkach z serem.


środa, 20 października 2010
Wieprzowinka po marynarsku :)

Jako, że wena twórcza zanikła, a coś wypadałoby napisać, zamieszczam dzisiaj przepis na szybki obiadek lub kolacyjkę. Danie oryginalnie nazywało się wołowina po marynarsku ale jak dla mnie mięsko krówki do tego zbyt się nie nadaje, przy tak krótkim czasie duszenia jest po prostu zbyt twarde, ale jak kto lubi. Ale po kolei.

na 3-4 osoby zależy ile i kto je :) Potrzebna duża patelnia z pokrywką :)

około 50-70 dag mięsa wieprzowego( od szynki, łopatki czy karczku) kroimy w średniej grubości plastry takie do 2cm, nie więcej. Smażymy na rozgrzanym oleju na dużej patelni na rumiano z obu stron. W czasie gdy mięsko się smaży kroimy na piórka lub półplasterki dwie średnie cebule. Ściągamy podsmażone mięso na talerz i na patelnię wsypujemy cebulę i też podsmażamy by nabrała rumianego koloru i zmiękła troszkę. Do cebuli i mięsa w trakcie smażenia NIE DODAJEMY żadnych przypraw. W czasie gdy cebulka się smaży obieramy tak na oko 1,5 kg ziemniaków (tyle ile normalnie na obiad, nie więcej, bo się nie zmieści na patelni) i kroimy na ćwiartki lub plastry około1 cm, jak kto lubi. Ściągamy cebulkę na drugi talerz i na patelnię dajemy:

Mięsko - solimy troszkę i pieprzymy, nie przesadzić z tym soleniem i pieprzeniem ;) na to ziemniaczki, solimy i pieprzymy i dajemy dwa liście laurowe i ze trzy kulki ziela angielskiego,na to wykładamy cebulkę i też troszkę solimy i pieprzymy. A teraz najważniejsze. Otwieramy piwo, ja preferuję żywczyka i wlewamy do dania około pół puszki :) Tyle wystarczy, resztę można skonsumować coby się nie zmarnowało :D I teraz przykrywamy pokrywką i dusimy sobie całość pół godziny. Nie mieszamy, nie gmeramy. Po tym czasie ziemniaczki powinny być już miękkie, mięsko też. Podajemy z sałatką, surówką, z czym chcecie :)_ My najczęściej jemy z tartymi buraczkami, bo niestety moje dzieci nic innego z chęcią nie jadają :D Sprawdzone, zjedzone, chłopy lubią bo z ulubionym przez nich napojem i wogóle. Życzę smacznego a tak wygląda potrawa na patelni przed duszeniem, (miesko jest pod ziemniaczkami, musicie mi uwierzyć na słowo):

wieprzowina po marynarsku Mniam, mniam, już zrobione a dopiero będę jeść na kolację. Pozdrawiam serdecznie :D