|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Czytam i podziwiam :)
Od kuchennej strony
Tagi
|
wtorek, 17 stycznia 2012
Zebrałam się do kupy i piszę :)
Nie wiem od czego zacząć, strasznie długo się zbierałam do tego postu jak widać, i połowę spraw zapomniałam. Zacznę od najważniejszej sprawy, a mianowicie życzę wszystkim wesołych świąt, lepiej późno niż wcale :D i spełnienia marzeń w tym nie takim już nowym roku :) Dziękuję za życzenia Aniu :) Widzę, że wróżki podobają się, chcecie schemat, hmmm i tu jest problem,ale wam napiszę: wzór mam, opisu - nie. Gdzieś mi go wcięło, nie wiem, może dzieci skasowały? Żadne się nie przyznaje, ale nie zdziwiłabym się. A z innej paczki. W końcu się Dziad Mróz zlitował i przyniósł mi aparat fotograficzny pod choinkę :) Nareszcie. Szkoda tylko, że część rzeczy, które zrobiłam, poszły w świat bez udokumentowania, ale może gdzieś kiedyś je jeszcze dopadnę i uwiecznię. Na polu xxx dalej posucha, ale już mnie coś rusza bo szukam wzorów, czyli nie jest źle. Tak więc na razie drutuję i szydełkuję :) Ale, ale, właśnie znalazłam zdjęcie takiej dawniej zrobionej rzeczy, której tu nie pokazywałam, i na dodatek xxx :) Myszka, którą dostała przyjaciółka:
A teraz pozostałe rzeczy, tu Misio Marynarz, samotny, bo jego brat juz wyjechał i nie pozostał po nim ślad:
Bałwanek i Mikołajek na stroik świąteczny:
Mój chuderlawy Mikołaj, już można rzec leciwy, bo zrobiony dobrych parę lat temu, odgrzebany z czeluści szafy i zapomnienia:
Tu parę drutowych projektów; kominek w różu, "wydrutany" z szalika z ciucholandu:
kamizelka biała dla młodszego syna, włóczka niewiadomego pochodzenia z odzysku:
Chusta, z cienkiej mechatej włóczki z dodatkiem wełny, bardzo ciepła wbrew pozorom i nie gryząca. Modelka Supersize czyli ja :)
i mój ostatnio wyprodukowany twór, czapka i komin, na którym uczyłam się nowego wzoru. Ja tak najczęściej mam, że coś sobie tylko próbuję a na koniec coś z tego jednak wychodzi, wbrew pozorom :o)
A reszta krąży po świecie. Ale pokaże wam jaki jeszcze inny prezent podkładał nam namolnie pod choinkę Mikołaj. Fajny, ciepły, miły, tylko nie wiem czemu co dzień ten sam :)
Na dodatek prezent co noc usiłował rozebrać choinkę z ozdób albo chociaż ją wywrócić do góry nogami, często rano trzeba było szukać bombek po katach :D Za to jakaż była radość przy rozbieraniu choinki, w końcu można było ogryźć sam CZUBEK, mniam mniam :) A tu jeszcze mój najnowszy projekt, ubranko na taboret, jak to mąż określił - beret, w pierwszej fazie produkcji, za to już namiętnie wytarmoszony przez Maję, która wiecznie mi chce odgryzać nitki prowadzące do kłębka, co trochę sprawę robótkowania komplikuje.
Beret został już przez Maję kilkakrotnie sprawdzony celem oceny, czy się nadaje do siedzenia i czy kolory pasują czy nie. Na razie chyba wszystko ok. Apropo nowego roku i takich tam postanowień różnych, to postanawiam częściej tu pisać i tak mi dopomóż Guru Tykwa i Manitou :) ( jak mawia mój ulubiony szwagier Saczku, pozdrawiam ) Kończę na dzisiaj bo mi się ryż w ogórkowej przypala i będzie d... a nie zupa :)
wtorek, 22 listopada 2011
Wróżki
W końcu wróżki oprawione. Tak długo zbierałam się do zawiezienia do oprawy, że ramiarz zdążył zwinąć interes i pozostało mi awaryjne szukanie ramki na allegro. W końcu na ostatniej 85 stronie znalazłam ramkę do której się ten tasiemiec zmieścił :) Wcale nie tak łatwo znaleźć nietypową ramkę, toteż nie jestem do końca usatysfakcjonowana. Rozmiar się zgadza ale kolor niekoniecznie taki jaki miał być, niestety znalazłam tylko jedną ramkę w takim rozmiarze :P , oprawione i oddane w dobre ręce solenizantki, po roku oczekiwania :D Mam pożyczony aparat, za to nie mam kabelka do komputera, hahah. Zdjęcia zrobione ale tylko w aparacie. Szwagier szukał kabelka długo, znalazł z dziesięć ale żaden nie był tym właściwym. Więc nadal jestem w zawieszeniu :) Odwiedzam i czytam co u was, aż mi głupio bo ja już dawno xxx nie popełniłam :( Nie mam weny... Wzorów pełno pięknych ale nie wiem co wybrać, poza tym w moim otoczeniu jakoś fascynatów haftów i innych produkcji ani widu ani słychu. Brak zainteresowania skutkuje brakiem robótek. Same wiecie, jak się człowiek udłubie nad czymś a tu nikt nawet dłuższym spojrzeniem nie zaszczyci, słowa miłego nie powie, no to... Na razie drutowałam , teraz zaś czytam :) Pozdrawiam serdecznie :D
czwartek, 27 października 2011
sfrustrowana - nadal bez aparatu :/
Nadal cierpię na brak aparatu, nie mam czym robić zdjęć moim ostatnim dziubaninkom. Przez ostatni czas jedyne co uskuteczniam to drutowanie, szydełkowanie i czytanie książek na potęgę :) Jako, że ostatnie moje wypociny poszły w świat nieudokumentowane, pokażę te które zdążyły się załapać na sesje zdjęciowe. Na początek moja tunika, która nie wyszła tak jak chciałam, ale do grzania pleców się nadaje :) Kotek średniogruby, kolor grafitowy, robiłam na drutach 7mm podwójną nitką: wzór na dole bardzo fajny do robienia: wynaleziony w starej książce, którą kupiłam na allegro :) Ponadto wydziubałam dla lali nowe ubranko, bo stare było w koszmarnym burym kolorze, teraz ma ładną różową sukienkę i zielony sweterek do niej. Kolory na zdjęciu wyszły masakrycznie żarówiaste, nie są takie, a zdjęcia nieostre jak fiks, ale aparat już mi wtedy szwankował. i w sweterku: No i jeszcze zrobiłam synkowi golf na zimę, gruby, z warkoczami i sową :) Też robiony z Kotka średniego, dwie nitki seledynowej zieleni i jedna białej, druty 7mm. Tu na modelu: i solo: I jeszcze beret, który się dostał mojej siostrze, też z Kotka w śliwkowym kolorze. Modeli mam dwóch, bo każdy chciał mieć fotkę w berecie: No i to by było na tyle. Zrobiłam jeszcze tuniczkę dla dziewczynki, misie Igłą nic nie zadziałałam, aż mi głupio, ale nie mam w tym kierunku wcale a wcale weny. Za to oprawiłam w jedyną ramkę, która spasowała ( wynaleziona na 85 stronie z ramkami do zdjęć na allegro), mój obrazek na prezent z wróżkami. Ramka w kolorze brązowym :/ niestety, zastanawiam się nawet czy jej nie potraktować papierem ściernym i jakąś ładną w kolorze farbą, ta mi nie bardzo pasuje. ale nie znam się na tym i boję się zepsuć. Tak że ogólnie to żyję, robię coś czasem i tylko zdjęć nie mam czym robić. Czytam wasze blogi, w pracy na zmianę książki, misie, ubranka misiowe i trzecie podejście w domu do kapciucha wg wzoru z blogu U Antoniny , które to kapciuchy doprowadzają mnie już do łez, coś mi nie idą jak należy :) Może w te kilka świątecznych dni mi się uda je zrobić :0 Pozdrawiam serdecznie wszystkie cierpliwie tu zaglądające osóbki :D
niedziela, 03 lipca 2011
Maja :)
Przedstawiam Wam naszą nową współlokatorkę, to jest Maja: Maja jest taka szybka, że nie jestem w stanie zrobić jej ładnego zdjęcia :) Maja to kotka egzotyczna, po mamie egzotycznej i tacie persie. Ma już 9 tygodni i rośnie jak na drożdżach :) Bryka jak tygrysek, je jak lew i śpi jak to kot - całymi dniami :D Wszyscy ją uwielbiają, nawet mój mąż, który zawsze twierdził, że nie lubi kotów, hahah :D Na polu robótkowym posucha jak fiks, nie mam weny twórczej ostatnio wogóle... Za to czytam na okrągło, dużoooo codziennie po kilka godzin. Clive Cussler zapełnił całą półkę w naszych meblach, przeczytałam też kilka nowszych książek Stivena Kinga. Ale najbardziej urzekła mnie książka Małgorzaty Kalicińskiej "Dom nad rozlewiskiem". Filmu o tym tytule nie widziałam, ani jednego odcinka, ale książka jest piękna, chciałabym mieć taki Dom, jaki jest w niej opisany, i nie mam tu na myśli tylko domu jako budynku, tylko te uczucia, szczęście, miłość, rodzina. To jest taki wymarzony dom :) Jak dobrze pójdzie, to w te wakacje zaczniemy budować nasz dom, ale o tym cicho sza. Jeszcze poszukam jakichś moich dzieł , które nie zostały pokazane, ale kilka z nich poszło w świat bez udokumentowania, bez aparatu wiele nie mogłam zdziałać. Teraz pstrykam pożyczonym aparatem ale to jest masakra. Zresztą widać to na zdjęciach powyżej, zero ostrości. No i na dzisiaj to tyle, niby wolna niedziela ale kuchnia woła do robienia obiadu. Pozdrawiam wszystkie panie tworzące :D
wtorek, 01 marca 2011
dzisiaj na sekundę
Piszę, że żyję :) Chciałam dzisiaj dodać zdjęcia moich ostatnio zrobionych wytworów ale mój szwagier wymienił mi jeden akumulatorek w aparacie i nie mogę teraz zrobić żadnego zdjęcia ani zgrać cokolwiek z aparatu. Te akumulatorki są nie do naładowania po prostu :/ Całą noc leżą a rano dalej klops :/ Muszę odzyskać mój akumulatorek i powstawiać jakieś zdjęcia :) Ale od razu ostrzegam, że wszystko dziubane na drutach :) Mam jeden haft napoczęty ale zepsułam go przez nieuwagę, pomyliło mi się i zamiast kwadratu na biscornu mam prostokąt na nie wiem co :/ ehhh. W pracy mam sporo czasu wolnego ale prościej mi robić na drutach niż haftować, często muszę przerywać robótkę i mylę się przy liczeniu haftu. Ale czytam wasze blogi tak często jak tylko mam na to czas :) Pozdrawiam wszystkich serdecznie :D
poniedziałek, 10 stycznia 2011
Mam w końcu zdjęcia :)
Na dzień dobry proszę lody waniliowe z wisienką i kawałkami czekolady:
zrobione przez Młodszego synusia z pompona :) A tutaj zdjęcia śliwkowego szalika, który zrobiłam dla mamy: ściegiem dosyć prostym i efektownym (zapomniałam nazwy ale każdy rząd robi się tak samo; parzysta liczba oczek, oczko brzegowe,* narzut, dwa oczka razem na prawo* od*do* powtarzać do końca rzędu i na koniec oczko prawe. ) taki ażur w pionowe pasy :) A tu z bliska mój kwiatek zrobiony na drutach, z gumką ściągaczową i przemyconymi french knotami w kolorze jasny róż :) A takie oto mitenki w kolorze śliwkowym zrobiłam dla siebie i mam zamówienie na następne: Hmmm, już się pogubiłam co dalej robiłam... Acha była też kartka xxx ale chyba jej nigdzie nie wyślę, popełniłam błąd i przykleiłam haft klejem magic, niestety karton był za miękki i cała kartka mi się pofałdowała. Jestem z niej wybitnie niezadowolona, chociaż haft był ładny to całość jest fatalna. co zresztą widać na zdjęciach... A ponadto jeszcze trochę podrutowałam i zrobiłam dzieciom kapcietki ( tu wyjaśniam: miały być kapcie ale wyszło coś pomiędzy tymi onymi a skarpetkami :) wzór ogólny odpatrzony bodajże od Antoniny ale jak zwykle nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie zmieniła :) Jako, że kapcie miały być dla dzieci tak więc, by się nie zsuwały z nóg, zeszyłam je trochę bardziej na przodzie i dorobiłam ściągacz jak w skarpetce. I tak oto powstały KAPCIETKI w kolorze niebieskim: i w kolorze czerwonym: Fajnie wyglądają ubrane na nogach :) Dzieci mam zadowolone, jeszcze nie wszystkie ale nad tym pracuję. A tak wyszła moja chustka próbna, już wiem o co chodzi mniej więcej, tzn trochę mniej niż wiecej ale w sumie fajnie się ją robiło: Nie wyszła jakaś oszałamiająco wielka, chociaż na drutach zdawała mi się być ogromną, wymiary ma około 63 x 167cm. Wzór miałam z książki 400 splotów na drutach i sama doszłam na chłopski rozum co i gdzie dodawać i ujmować :) Miałam problem za to z wykończeniem i trochę mnie to niezadowala ale trudno. To była tylko próba. A tu zbliżenie na wzór : I na moim osobistym modelu: Jednak taka byle jaka włóczka nie trzyma fasonu nawet po zblokowaniu. Choruję na piękną tęczową wełnę afgańską ale nie mam na nią teraz pieniążków... Jeden motek koszuje 60-80 zł a czasem nawet drożej zależy ile jest wełny w wełnie :) Trzeba będzie poczekać, i tak musze najpierw rozkminić wzory z Raverly bo na razie to czarna magia jest dla mnie. Same wzory to jeszcze pikuś ale to dodawanie oczek na brzegach i po środku... o matko :( No i tyle bo na dzisiaj już mi sił brakło po tym pisaniu a jeszcze muszę poczytać co u was :) Następnym razem postaram się pokazać moją powiększającą się z roku na rok kolekcję śnieżynek szydełkowych na choinkę. Mam ich już chyba około 30 i każda jest inna. To jest wynik mojej niechęci do robienia tego samego dwa razy, to jakaś skaza genetyczna chyba jest :D Zawsze musi być jakaś chociażby minimalna odmiana :) A w tym roku zrobiłam sobie jedną moją własną ( mojego projektu i wykonania) i została ogłoszona najładniejszą na choince :) Ale to już kiedy indziej. A ogólnie w życiu to różnie bywa. W tym roku wybitnie za dużo wolnych dni było, co nam trochę psuje wyniki sprzedaży. Ale mam nadzieję, że się teraz wszystko poprawi. Pozdrawiam wszystkich czytaczy i oglądaczy :D
czwartek, 30 grudnia 2010
robię i robię...
i nic nie widać... Mąż wyniósł mi z domu akumulatorki od aparatu i nie mogę pokazać co robię. A skończyłam swoje mitenki, szalik dla mamy i zaczęłam robić chustę na drutach :) Początki były trudne ale nie jest to całkiem niemożliwe do zrobienia nawet bez wzoru :) I jeszcze zrobiłam kartkę xxx z okazji urodzin-narodzin Dominiczka :) Tak więc, (wszystko) do zobaczenia już wkrótce :)
poniedziałek, 20 grudnia 2010
i znowu druty :0)
Hmmm nie mam dzisiaj weny do pisania. Rano zmarzłam w pracy bo wysiadł mi grzejnik, paluszki mi zlodowaciały i nawet mitenki, które zrobiłam, nic nie pomogły. A to dlatego, że od razu powędrowały do Ani :P A tak wyglądały zanim znikły z mojego horyzontu: a tak w czasie przymiarki na mojej grabce:
A teraz robię drugą parę, w kolorze śliwkowym. Dla siebie :) I nawet jedną mam już zrobioną a drugą troszkę zaczętą. Jak dobrze pójdzie to jutro skończę. No i chyba będę zmuszona wziąść się za tę nieszczęsną czapkę dla męża... Tę, którą muszę spruć, chociaż cztery razy ją już zaczynałam i nawet z sukcesem skończyłam... A jak mi pięknie wyszły śnieżynki wrabiane, no cud malina.... Ale wyszła za duża a małżonek niestety nie ma łba jak słoń ;D Usiłowałam cholerę jakoś dopasować ale nie poszło. Za to jak pięknie rypła o ścianę- bezcenne wrażenie zemsty trochę ukoiło me skołatane nerwy :) A tak pozatym całym drutowaniem, to dzisiaj oddałam do adopcji naszego papuga Lotka, mama okazała się być uczuloną na niego i trzeba było drania komuś dać. Dzisiaj przyszły dwie panie i zabrały go do nowego domku. Trochę mi żal, jednak się człowiek do gadziny przyzwyczaił. Mam nadzieję, że będzie mu w nowym domu dobrze, niestety nie mógł u nas zostać.
niedziela, 12 grudnia 2010
i troszku świątecznie :)
I żeby nie było, że tylko druty i druty... :D ...to zrobiłam dwie karteczki z hafcikami, takie małe nic: Karteczki miałam z jakiegoś zestawu gazetowego, obrazki haftowałam na białej kanwie niewiadomego pochodzenia muliną Ariadną. Nie umiem zrobić ładniejszych zdjęć, bo te kartki są lustrzano-błyszczące, ciemnobłękitna i czerwona a w domu ciemnawo bo juz wieczór. Ozdobiłam jak umiałam, a że umiem niewiele to niewiele ozdabiałam :) Między innymi skromnie takimi wstążeczkami, które pojawiły się w naszym sklepie :) I uwierzcie mi, bardzo się cieszę, bo do tej pory nie było o nich co pomarzyć. Jeszcze chciałabym tam znaleźć wstążki na zakładki z aidową wstawką, ale cóż... nie można mieć wszystkiego. A w temacie drutowym mam zaczętą po raz 4 czapkę dla męża: i może uda się ją skończyć, kto wie... Za to komin dla szwagra okazał się być strzałem w dziesiątkę więc się cieszę :D Idę dychać bo od jutra zaczyna się sezon przedświąteczny i przewiduję wzmożony ruch w sklepiku.
środa, 08 grudnia 2010
sprostowanie :)
Ponieważ wszyscy myślą że kominek jest na szyję :D Wyjaśniam sytuację, kominek jest na głowę :D Szwagier ma na głowie dredy i temu zamiast czapki ma kominek, coby mógł sobie te dredy wypuścić luzem na czubku głowy :) A pozatym wszystko się zgadza ;P Jak się uda to w łikend zrobię zdjęcie jak to wygląda.
wtorek, 07 grudnia 2010
kominek :P
Dzisiaj szybciutko, pokazuję kominek zimowy zrobiony dla męża mojej siostry, jeszcze nie wiem czy dobry, ani czy się spodoba. Zamówienie złożone w zeszłym roku, fotka zaginęła i wyszło to co wyszło :P Jak będzie niedobre to zrobi się inne :D Kolory włóczek są soczyste, nie wiem jak na zdjęciu ale w oryginale ładne. Już mam w planach wielką czapę w tych kolorach tylko muszę włóczek dokupić bo miałam tylko małe kulki :) Pozdrawiam wszystkich czytających :D
niedziela, 05 grudnia 2010
Ciasto drożdżowe - Świnki drożdżynki :)
Zdjęcie niezapiękne , ale jest już ciemno i lepszego nie zrobię bo bułki już prawie zjedzone :) Bułki to nic szczególnego, ciasto drożdżowe nadziewane marmoladą. Najważniejszy jest śmieszny wygląd :) Do ich zrobienia potrzeba tylko dwie szklanki; dużą, małą i kieliszek, w celu wycinania kółek różnej wielkości. Na głowę dwa duże kółka - w środek dżemik, na uszy małe kółko rozcięte na ćwiartki - dajemy po dwie ćwiartki na głowę, i na ryjek małe kółeczko dziabnięte w dwóch miejscach czubkiem noża - dziurki w ryjku.No i oczka - wbijamy dwa goździki, trochę wyłażą ale po upieczeniu dobrze siedzą :D Uszki i ryjek przyklejam mlekiem, i mlekiem też smaruję bułki, żeby były rumiane po upieczeniu. Jak ktoś woli bardziej błyszczące to można smarować żółtkiem z odrobiną mleka. Piekę około 10-12minut w piekarniku nagrzanym chyba do 180 stopni. Piszę chyba, bo mam coś zepsuty piekarnik i czasem nie wiem ile pali :D Tu daję przepis na ciasto drożdżowe jakie ja robię przy pieczeniu wszelkich słodkich bułek, chałek, buł na parze i placuchów z owocami. Zawsze ten sam bo po co kombinować i utrudniac sobie życie? Ciasto drożdżowe 1/2 kg mąki tortowej 1/2 kostki drożdży szklanka bardzo ciepłego mleka dwa jajka (od biedy jedno też ujdzie) 1/3 szklanki oleju 1/3 szklanki cukru (jak ktoś lubi słodkie to może dać 1/2 szkl.) szczypta soli aromat jaki się chce lub cukier wanilinowy (niekonieczne)
Wsypuję mąkę do miski. Robię sobie w tej mące dołek. Do kubka daję drożdże i łyżeczkę cukru, zalewam mlekiem i mieszam, aż się rozpuszczą drożdże. Wlewam je do miski z mąką. Tym samym kubkiem odmierzam olej i wlewam do miski, potem wbijam dwa jajka, wsypuję cukier, szczyptę soli i jak mam akurat w domu to jeszcze troszkę cukru wanilinowego. Teraz mieszam wszystko nożem i w razie potrzeby dosypuję po trochę mąki. Dosypuję prawie zawsze bo nie lubię rzadkiego ciasta drożdżowego, które klei się do rąk i ciągnie jak guma :D Moje ciasto musi być miękką kulą i absolutnie nie klejącą. Chwilkę zagniatam wszystko ręką, ale tak naprawdę chwilkę, tylko by się wszystko połączyło ładnie. Żadne tam ubijanie czy ugniatanie przez pół godziny. Chwila i już :) Obsypuję kulę mąką i przykrywam miskę czystą ściereczką. Ciasto rośnie conajmniej pół godziny do godziny, im mu cieplej tym rośnie szybciej. A potem już nic, tylko robić co się komu podoba :D Ciasto, bułki czy inne paści słodkie :) Noooo alem się rozpisała :) Smacznego a innym razem napiszę o bułkach z serem. Świnki, słoniki i inne rękawiczki :)
Ehhh czuję jakieś zmęczenie materiału czy coś, bo święta niby tuż tuż, a u mnie zero weny twórczej w tym kierunku. Nawet choinki nie mam kupionej. W zeszłym roku mieliśmy żywą, w donicy ale to była masakra. Dbałam o nią jak umiałam, chciałam ją wysadzić na wiosnę do ogrodu ale to tałatajstwo zsypało mi wszystkie igły w wykładzinę i do tej pory zdarza się komuś z rodziny nadepnąć na taki kolec zasuszony w dywanie. Brrr, nic miłego. Czyli dzisiaj na pewno nie będzie żadnych aniołków ani bombek ani nawet kartek świątecznych. Nic wogóle i kropka. W temacie zimy zrobiłam tylko półtora pary rękawiczek, i na dodatek jakies niefortunne mi wyszły. Bo jak pasują palce na większego to rękawiczka za krótka, a z kolei z małym odwrotnie, długość dobra a palce za długie. Jako, że starszy powiedział, iż rękawiczki są sztywne i on nie chce, to pozostało mi tylko skrócić palce i mały będzie miał za to dwie pary. Bo drugie robię konkretnie dla młodszego i mam juz jedną skończoną a drugą w fazie połowy ściagacza. A oto moje pierwsze w życiu rękawiczki trzy razy poprawiane i na tym nie koniec: kolory takie dziwne ale to były rękawiczki na próbę i robiłam z tego co miałam pod ręką :)
A poza rękawiczkowaniem robiłam jeszcze takie różne maleństwa, tyle że wcześniej. wzory moje własne - wymyślone z nudów w pracy :) Powyżej jak widać kurki, niżej słoniki: i świnki:
a tyle kwadratów mam zrobionych na koc, i na razie to koniec, to jest taki przerywnik pomiędzy. i zaraz wracam bo w kwestii świnek to nie moje ostatnie słowo, zobaczycie to w następnej notce.
wtorek, 23 listopada 2010
Serce Michałka :)
Zapraszam wszystkich ludzi dobrej woli, dla których nie jest obojętny los innych, na stronę poświęconą Michałkowi z Oświęcimia, który jeszcze się nie narodził a już jest ciężko chory. Proszę o pomoc i wsparcie, każdy grosz się liczy w walce o zdrowie dziecka. www.sercemichalka.pl Akcję można wspomóc poprzez Allegro (link do przedmiotów na stronie Michałka- aukcje), gdzie wystawione są różne przedmioty na licytacji, głównie biżuteria :) Nie znam osobiście rodziców chłopca ale chociaż w ten sposób mogę im pomóc. Każdego z nas może spotkać nieszczęście ale ważna jest każda dłoń która nas wspiera w życiu.
piątek, 19 listopada 2010
czapki i szaliki czyli zimowo mi :)
Przez ten tydzień, kiedy mnie tu nie było, produkowałam czapki i szaliki. Mam teraz mały komfort spokojnej pracy siedzącej i nudzącej się, więc dziubię czym popadnie :) A takie to czapki i szaliki wydziubałam w czasie codziennych posiedzeń, przy lodowatej kawie. Czapka i szalik - baktus młodszego, w kolorze granatowo-niebieskim: Czapka i szalik dla starszego, w kolorze waniliowo-popielatym: I trzeci zestaw, biało-różowy; czapka i szalik - baktus dla dziewczynki, prezentuje młodszy ;P Nooo, poszalałam jak na moje możliwości :) A oprócz tego w ramach próby dziania szydełkiem tunezyjskim zrobiłam sobie skarpetkę na telefon: i na "szybki" prezent, mam nadzieję, że już ostatnią - hello kitty dla Roksanki: A dzisiaj zabrałam do pracy pełną reklamówę włóczek, w przeróżnych kolorach i już, już miałam coś zrobić i co? No normalnie dopadła mnie niemoc twórcza... Zaczęłam sweterek, sprułam. Zaczęłam szalik, sprułam. Schowałam druty, gazetki, włóczki. Zrobiłam sobie kawę, która zaraz mi ostygła na ice cafe. Pochłonęłam pyszne ciacho i wyciągnęłam włóczki i szydełko :) Teraz robię kwadraty kolorowe na narzutę afgańską albo cośkolwiek w tym stylu. Mam już całe 5 kwadratów :D hahah. Lepsze to niż nic, coś muszę robić bo inaczej się zanudzę. Pozdrawiam wszystkich i lecę poczytać co u was :)
piątek, 12 listopada 2010
szalik nr2
Wczoraj oddałam do użytku szalik- baktus robiony według opisu, który znalazłam na blogu Antoniny. Zrobiony na prezent urodzinowy dla dziewczynki. Tak wyszedł:
Mi się bardzo podoba :) A tu na moim młodszym osobistym modelu:
Zrobiłam troszkę mniejszy model, ze zrozumiałych względów, miał być dla dziecka :) Do prezentu dołożyłam zakładkę ale zostało mi po niej tylko takie zdjęcie:
bo resztę wykasował mi mój syn, w czasie gdy uczył się usuwac zdjęcia z aparatu bez mojej zgody :( A jutro jak nie zapomnę to pokażę wam czapkę mojego własnego wzoru i wykonania, którą wydziubałam dzisiaj w pracy dla młodszego syna. Nic wielkiego ale i tak cieszy :)
poniedziałek, 08 listopada 2010
Ostatnia Hell Kitty >:P
Aneladgam: ten szalik naprawdę jest prosty, ja nabrałam sobie 100 oczek potrójną nitką, tak żeby było grubo, i przerabiałam około 25 rzędów albo może 30 już nie pamiętam. Cały czas tak samo, a zakańczanie pokazałam na zdjęciach :) Zawsze mogę wytłumaczyc jeszcze raz, jakby co. haftka54: nic tylko spróbować zrobić :)
A ja dzisiaj skończyłam trzecią Hell Kitty, i to naprawdę jest diabelska Kitty, bo robię ją już tak długo, że sama nie wiem ile. Ale jest i oto ona: trochę inna od poprzednich bliźniaczek ale to w ramach zabijania nudy :) Zaczęłam też inny szalik, ale nie wiem czy skończę, jest strasznie monotonny w robieniu :P Jeśli jednak skończę to napewno się pochwalę. No chyba, że zacznę coś innego... Ja to mam galopujące myśli, hehehe.
niedziela, 07 listopada 2010
szalik :P
Dzisiaj z innej beczki :) wzięło mnie na drutowanie z inicjatywy koleżanki Asi, która dała mi namiary na ciekawy szalik który wykonała Daga z blogu "Włóczkomania". Na blogu Dagi znajdziecie wiele pięknych i inspirujących części garderoby wykonanych na drutach i na szydełku. Ja pokażę wam szalik próbny, ani w połowie nie tak piękny jak ten Phiaro Scarf, który wykonała Daga a można go zobaczyć na stronie 2 lub chyba 3 z grudnia 2008 roku, o ile dobrze zapamiętałam, ten w kolorze ciemnoniebieskim :) mój jest kombinowany ale wyszedł jak na pierwszy raz dość ciekawie. Prosty do zrobienia, naprawdę, chwilkę zajęło mi tylko wymyślenie zakańczania ale wszystko po kolei :D Tu fotki mojego dziwadła, w czasie jego robienia złamał mi sie zabytkowy plastikowy drut jeszcze z czasów komunistycznych :D Tu zasuwam samymi prawymi, w oryginale rząd prawych, rząd lewych, na gładko. ale że nie lubię lewych oczek to robiłam prawymi, w końcu to tylko próba :)
Tu zakańczam górny brzeg, trzeba sobie dobrze obliczyć ile na brzeg a ile do prucia. Jak widać na zdjęciu tam gdzie prujemy przerabiamy normalnie a tam gdzie zostaną paski całe zakańczamy jak zawsze, przy czym ostatnie oczko pasa rozciągamy (patrz następne zdjęcie)
i przez to rozciągnięte oczko przeciągamy kłębek włóczki i zaciągamy jak zwykle na końcu robótki, nie obcinamy nitki i dalej kilka oczek przerabiamy normalnie i powtarzamy ten manewr aż do końca, jak widac na moim przykładzie.
tu z bliska górny brzeg zakończony:
Tak mi to wyszło po zdjęciu z drutu, długość około 1metr
A tutaj już prucie, czyli całkiem miła sprawa, chociaż trochę żal pracy :0
A tutaj już spruty szalik, długość uległa podwojeniu, czyli jest około 2 metry. W jednym miejscu się pomyliłam i mam jeden pasek o jedno oczko szerszy niż pozostałe :P
A tutaj mój synul prezentuje efekt końcowy :D z frędzelkami.
ten niedopruty rządek juz poprawiłam :) Jak wyszło tak wyszło, ale nie jest całkiem strasznie jak na próbę. Jutro dopiszę co i jak bo przyszli goście i nie mam już czasu, pozdrawiam wszystkich :)
poniedziałek, 01 listopada 2010
Wróżki po raz 1
damar5: moje za to jedzą do drugiego dania tylko buraki tarte bez chrzanu, cała reszta jest błe i fuj i wogóle niejadalna :) A co do piwa to nie czuć w smaku potrawy samego piwa, chociaż taki posmak piwnej goryczki pozostaje. No i upić to się raczej już nie da, przynajmniej mi się nie udało :P Teraz mam na tapecie wróżki wg wzoru June Armstrong, który to obrazek ma być prezentem urodzinowym dla pewnej małej damy, do nowego pokoju na który czeka z niecierpliwością. Zbliżam się już ku końcowi, bo czasu mam niewiele. Haftuję już ostatnią - 7 wróżkę i jeszcze tylko domek z muchomorka :) Nie wiem tylko, gdzie ja taki nietypowy ( wąski i długi ) obrazek oprawię, no i lepsze pytanie za ile? Myślę już nad jakimś alternatywnym rozwiązaniem problemu, bo może być klops. Jako, że solenizantka czasem tu chyba zagląda, tak więc daję tylko małą zapowiedź całości:
Resztę pokażę po urodzinkach :) Kolory dobierałam sobie sama z tego co miałam, część dokupiłam i zmieniłam wg własnego pomysłu. Cóż, potrzeba matką wynalazku :)
środa, 20 października 2010
Wieprzowinka po marynarsku :)
Jako, że wena twórcza zanikła, a coś wypadałoby napisać, zamieszczam dzisiaj przepis na szybki obiadek lub kolacyjkę. Danie oryginalnie nazywało się wołowina po marynarsku ale jak dla mnie mięsko krówki do tego zbyt się nie nadaje, przy tak krótkim czasie duszenia jest po prostu zbyt twarde, ale jak kto lubi. Ale po kolei. na 3-4 osoby zależy ile i kto je :) Potrzebna duża patelnia z pokrywką :) około 50-70 dag mięsa wieprzowego( od szynki, łopatki czy karczku) kroimy w średniej grubości plastry takie do 2cm, nie więcej. Smażymy na rozgrzanym oleju na dużej patelni na rumiano z obu stron. W czasie gdy mięsko się smaży kroimy na piórka lub półplasterki dwie średnie cebule. Ściągamy podsmażone mięso na talerz i na patelnię wsypujemy cebulę i też podsmażamy by nabrała rumianego koloru i zmiękła troszkę. Do cebuli i mięsa w trakcie smażenia NIE DODAJEMY żadnych przypraw. W czasie gdy cebulka się smaży obieramy tak na oko 1,5 kg ziemniaków (tyle ile normalnie na obiad, nie więcej, bo się nie zmieści na patelni) i kroimy na ćwiartki lub plastry około1 cm, jak kto lubi. Ściągamy cebulkę na drugi talerz i na patelnię dajemy: Mięsko - solimy troszkę i pieprzymy, nie przesadzić z tym soleniem i pieprzeniem ;) na to ziemniaczki, solimy i pieprzymy i dajemy dwa liście laurowe i ze trzy kulki ziela angielskiego,na to wykładamy cebulkę i też troszkę solimy i pieprzymy. A teraz najważniejsze. Otwieramy piwo, ja preferuję żywczyka i wlewamy do dania około pół puszki :) Tyle wystarczy, resztę można skonsumować coby się nie zmarnowało :D I teraz przykrywamy pokrywką i dusimy sobie całość pół godziny. Nie mieszamy, nie gmeramy. Po tym czasie ziemniaczki powinny być już miękkie, mięsko też. Podajemy z sałatką, surówką, z czym chcecie :)_ My najczęściej jemy z tartymi buraczkami, bo niestety moje dzieci nic innego z chęcią nie jadają :D Sprawdzone, zjedzone, chłopy lubią bo z ulubionym przez nich napojem i wogóle. Życzę smacznego a tak wygląda potrawa na patelni przed duszeniem, (miesko jest pod ziemniaczkami, musicie mi uwierzyć na słowo):
poniedziałek, 18 października 2010
Candy u Magdaleny
Kitty jak leżał tak leży i kwiczy, wena twórcza opuściła moje szanowne członki i nie ma zamiaru na razie wracać. Tak sobie podejrzewa, że wszystkiemu winna jest ta brzydka pogoda i ciemne ciemności zamiast słonka na niebieskim niebie. Jesienna deprecha jak nic. Za to zapisałam się na Candy u Magdaleny z blogu "W doniczce z lawendą" W tym akurat Candy można wygrać aż trzy nagrody, przy czym ja wybrałam zestaw nr 3. Teraz będę grzecznie czekać, a może się uda :) Tutaj zamieszczam fotkę wybranej przeze mnie nagrody, powyżej jest link do bloga organizatorki Candy Apropo tak sobie dzisiaj spędziłam leniwie dzień na oglądaniu w necie cudnych kartek, notesów i albumów. Świta mi w głowie szaleńczy pomysł zrobienia zaproszeń komunijnych i tylko nie wiem jeszcze jak się do tego zabrać i najważniejsza kwestia, skąd wytrzasnąć fundusze na wszystkie potrzebne do tego rzeczy? Hmmm, hmmm, hmmm... Straśna sprawa, że tak to ujmę. Aaaaaamoże mi to samo przejdzie :) Ostatnio wszystko mi przechodzi :D
piątek, 15 października 2010
Dzisja tak tylko na chwilkę :)
Kilka dni temu mój młodszy syn miał urodzinki i muszę się pochwalic jakiego to piknego torta skleciłam z ogólnie dostępnych w supermarketach części, tadam oto on: Tak mi jakoś te 5 lat szybko przeminęło, dopiero co się chłopak urodził a tu już do starszaków do przedszkola śmiga :D Apropo przedszkola, okazało się, że kilkoro dzieci ma takie same plecaczki. A więc by się dzieci nie myliły, to mojemu zrobiłam taki łebek myszki Miki do suwaka. Pokombinowany ten Miki bo robiony na oko ze zdjęcia i na dodatek musiał być mniejszy, więc wyszło jak wyszło. Drugi będzie lepszy, o ile będzie drugi :P Przepraszam za niewyraźne zdjęcia ale coś mi aparat szwankuje z ostrością a już wieczorem to wogóle :/ Nawet fotoscape nie pomoże jak zdjecia do kitu :P Postaram się zdobić lepsze zdjęcia jak mały wróci z przedszkola. A w międzyczasie robię następną Kitty w sukience ale ta będzie w innych barwach, niestety wściekły róż już się skończył, trzeba coś było wykombinować. Myślę już nad czymś innym, niestety ja nie lubię robić ciągle to samo, zmiany są zawsze mile widziane. I nawet słodkie Hello Kitty mogą się znudzić w taśmowej produkcji :) fejferek :) Zobaczę co się da zrobić, bo lista oczekujących wciąż się wydłuża a mi ciągle brakuje czasu. Ale jak zrobię to się odezwę na pewno, zawsze możemy się powymieniać swoimi dziełami :)
piątek, 08 października 2010
Projekt Hello Kitty - zakończony :)
W końcu skończyłam wczoraj w nocy drugiego z zamówionych kociaków. Musiałam się pomału streszczać bo limit czasu się kończył. Siedziałam sobie i zasuwałam szydełkiem aż dymy szły :) Sesja zdjęciowa była krótka bo w nocy to raczej kiepsko zdjęcia wychodzą, tak więc tu jest druga Kitty, w trakcie robienia:
A tu pierwsza, która pozowała w czasie gdy druga była jeszcze w połowie nie skończona:
A tu już obie damy razem:
Dzisiaj je zaniosę do oceny, czy dobre czy nie. Mi się podobają :) Szczerze mówiąc, to aż żal mi je oddawać, tak fajnie razem wyglądają. Wzór wymyślony samodzielnie, wygląd podpatrzony na necie. Obie damy mają po 23 cm wzrostu. Wczoraj wyszukiwałam różne fajne misie na szydełko i już się zastanawiam co dalej robić :) Wszystkie mi się podobają i nie mogę się zdecydować.
środa, 29 września 2010
Pracowity tydzień :)
Dość długo mnie nie było na blogu ale to dlatego, że nie miałam za bardzo czasu na pisanie. A zaraz Wam pokażę dlaczego :) Na stronie, o której pisałam w poprzedniej notce znalazłam wzór na przebój sezonu czyli Hello Kitty :) No i musiałam trochę tych kittów narobić :) Ale to już po kolei wedle urodzin; Hello Kitty - króliczek Justynki:
Tu razem z Hello Kitty - kaczuchą Krystiana:
Hello Kitty - króliczek Wikusi:
Hello Kitty MISIO mojego młodszego synka:
i jeszcze jeden, wyjątkowy bo ma dwie mamy, Anię i mnie. Ania go zaczęła ale brakło jej czasu na skończenie (szkoła), co też musiałam już uczynić ja :) Ania dopiero uczy się szydełkowania ale super jej to idzie ;) Hello Kitty - misiaczek Ani:
Ale żem poszalała, ale uwierzcie mi, misie zrobiły furorę wśród dzieci w rodzinie i u znajomych :D Te wszystkie rozdałam, ale mam juz zamówienie na dwa następne, tylko większe. Muszę wymyślić jakoś wzór ale to już metodą prób i błędów. Śmieję się tylko, że wszystkie misie są z jednego wzoru a każdego inaczej robiłam :) Dziękuję wszystkim za miłe komentarze i pozdrawiam serdecznie :D PS. Biorę się za następne. Ło matko jedyna!!!
środa, 22 września 2010
Królik i mysior Emil- wzór
Wczoraj mnie poniosło i zrobiłam Królika, wg opisu wizażanki Just-in ze strony tej tzn nie pamiętam dokładnie, której ale gdzieś tam po kolei :) zresztą trudno napisać dokładnie z której bo wciąż jest ich więcej :) Chciałam dodać link do bloga Just-in ale nie mogę go znaleźć :/ gdzieś sobie zapisałam i nie wiem gdzie, takie to jest życie ze sklerozą :) A tutaj królik, wzrost 65mm, długość uch 70mm , nici ze sprutej serwetki, tadam:
A tego Emila z Lonebergi to zrobiłam dzisiaj- Emil jest mysiorem, ma wielkie oczyska, różowy nos i na dodatek błyszczy :) Ma równo 100mm od stóp do końca uszek :) Włóczka coś ala delikatny moherek z błyszczącą tęczową nitką- z odzysku.
jak widać robić miałam coś innego ale mnie poniosło, czego efekty widać na kartce
i cała trójka coby nie było, że to nie moje :P
Tutaj dam wam opis na Mysiora, inwencja twórcza własna, wymyślałam na bieżąco w trakcie robienia. Większość opisów jest podobna, tak więc myślę, że każdy może dokonać dowolnych zmian i cieszyć się innym wzorem :) Od razu zaznaczam, że mogłam coś pomylić przy zapisywaniu, ale raczej będą to niewielkie błędy jak już :D MYSIOR ....... tu wstawić dowolne imię dla swojego mysiora :) używam tylko- p czyli półsłupek, Głowa: jedna :) 2 oczka łańcuszka 1rząd: 6p. w drugie o.ł = 6p 2rząd: (2p w 1) x 6 = 12p 3 rząd: (2p w 1, 1p) x 6 = 18p 4, 5, 6 rząd: 18p 7 rząd: (2p razem, 1p) x 6 = 12p 8 rząd: 2p razem x 6 = 6p 9 rząd: 2p razem x 3 i zakończyć Uszy: dwa, w miarę możliwości jednakowe :) 2 oczka łańcuszka 1 rząd: 6p w 2 oczko łańcuszka = 6p 2 rząd: (2p w 1) x 6 = 12p 3 rząd: (2p w 1, 1p) x 6 = 18p i zakończyć Brzuszek: jeden 2 oczka łańcuszka 1 rząd: 6p w drugie oczko łańcuszka = 6p 2 rząd: (2p w 1) x 6 =12p 3 rząd: (2p w 1, 1p) x 6 = 18p 4 rząd: (2p w 1, 2p) x 6 = 24p 5 rząd: 24p 6 rząd: 2p razem x 6, 12p = 18p 7 rząd: 18p 8 rząd: 6p, 2 razem x 2, 4p, 2 razem x 2 = 14p 9 rząd: 14p 10 rząd: 2 razem x 7 = 7p 11 rząd: 2 razem x 3 i zakończyć Brzuszek nie jest całkiem równy, z tyłu ma wyjść tyłeczek a z przodu wyżej brzucholek :) Rączki: dwie 2 oczka łańcuszka 1 rząd: 6p w 2 oczko łańcuszka = 6p 2 rząd: (2p w 1, 2p) x 2 = 8p 3 rząd: (2p w 1, 3p) x 2 = 10p 4 rząd: 10p 5 rząd: (3p, 2 razem) x 2 = 8p 6 rząd: (2p, 2 razem) x 2 = 6p 7, 8, 9 rząd: 6p 10 rząd: 2 razem x 3, zakończyć Nóżki: dwie 6 oczek łańcuszka, 1 rząd: 4p w kolejne oczka łańcuszka zaczynając od drugiego od szydełka, 5p w 6 oczko łańcuszka ( druga strona łańcuszka, ciąg dalszy :) robimy naokoło) 3p, 2p w 1 = 14p 2 rząd: 4p, 2p w 1, 1p, 2p w 1, 1p, 2p w 1, 5p = 17p 3 rząd: 17p 4 rząd: 6p, 2 razem, 1p, 2 razem, 6p = 15p 5 rząd: 3p, 2 razem x 4, 4p = 11p 6 rząd: 3p, 2 razem x 3, 2p = 8p 7, 8, 9, 10 rząd: 8p 11 rząd: 2 razem powtarzać do zamknięcia wszystkich oczek Ogonek: Przywiązujemy nic z tyłu na tzw. zadku naszej myszy, tam gdzie chcemy by miała ogonek i robimy łańcuszek taki długi jak nam się podoba :D I tyle, teraz przyszywamy oczka i uszy, wyszywamy nosek wedle własnej inwencji twórczej i przyszywamy rączki i nóżki, i jak ktoś ma chęć to może wyszyć pazurki. Korzystajcie ile chcecie ;) Jak coś napisałam źle, lub nie wiecie o co chodzi to piszcie w komentarzach. Lecę teraz coś poczytać u was :) |